wtorek, 18 lutego 2014

MINIATURKA WALENTYNKOWA (JILY)

Witajcie, wzięłam ostatnio udział w konkursie "Magiczna Randka", w którym chodziło o napisanie opowiadania o randce jakiejś pary z HP, IŚ lub PJ i oczywiście wybrałam HP :D
Jednakże nie napisałam o Dramione, ale Jily :) Dlatego zamieszczam tu swoją pracę jako spóźnioną miniaturkę Walentajnową Jily :)

********

Dzień w Dolinie Godryka nastał szybko i zanim można było wypowiedzieć słowo „Quidditch” słońce już dumnie wisiało nad horyzontem. W każdym z postawionych tu domów wyczuwalna była radosna woń święta Walentego . W każdym zaułku widoczne były pięknie prezentujące się różowe, aż do mdłości serca, czerwone róże i grube amorki w białych pieluchach. W owej Dolinie Godryka nastała stoicka cisza gdy każda para świętowała święto zakochanych w zaciszu swoich domów. Cisza ta została jednak niefortunnie przerwana przez krzyk z pewnego domu znanego już z tych jakże „cichych” wymian zdań.
-James! Ty kretynie!- Lily Evans (teraz już Potter) czyli drobna kobieta o rudych, podchodzących pod kasztanowe włosach, niesamowitych zielonych oczach oraz z 4-miesięcznym brzuchem stała bojowo nastawiona przed swoim mężem –Nie podchodź bo nie zawaham się tego użyć!- krzyknęła chwytając poduszkę ze stojącego obok łóżka. James Potter, wysoki, przystojny mężczyzna o kruczoczarnych, zmierzwionych włosach spoglądał znad okularów w kwadratowych oprawkach na kobietę swojego życia z mieszaniną strachu i zaskoczenia. Wiedział, że w jej obecnym stanie jest zdolna do wszystkiego, więc postanowił zachować dystans i nie wchodzić jej  jak na razie w drogę bowiem nie raz doświadczył upustu złości ukochanej, co ku jego niezadowoleniu zawsze kończyło się na wyżywaniu się na nim.
-Kochanie- zrobił krok do przodu od razu tego pożałował kiedy niebieska poduszka z impetem uderzyła go w twarz. Westchnął i poprawił okulary, które zsunęły mu się z nosa- Porozmawiajmy na spokojnie, nie powinnaś się teraz denerwować..
-Nie mów mi co powinnam, a czego nie powinnam!- wykrzyczała w jego stronę, a jej twarz przybrała tego samego koloru co jej włosy. Chwyciła kolejną poduszkę, rzuciła nią w chłopaka, który tym razem na to gotowy zrobił unik. Zdenerwowana dodała jeszcze- I nie mów do mnie „Kochanie”!
-Liluś daj spokój- spojrzał na Rudą błagalnie i mruknął- co znowu zrobiłem?
-Co zrobiłeś?!- warknęła kładąc obie dłonie na biodrach- Wszystko! Mam Cię dość! I co ja Ci mówiłam o tym idiotycznym zdrobnieniu?!
James potarł sobie skronie i spojrzał na małżonkę ze stoickim spokojem.
-A mianowicie?- spytał kobietę, która zaraz zaczęła wyjaśniać:
-Zachowujesz się jak dzieciak- wycedziła mrużąc oczy- Zapomniałeś już, że czasy Hogwartu minęły? Teraz czas na prawdziwe życie James. D-o-r-o-s-ł-e, dorosłe!- przeliterowała mu, a on wywrócił oczami.
-Czy chodzi Ci o sytuację ze spaceru?- popatrzył na Lily pytająco i nie czekając na odpowiedź dodał- To nie moja wina, że spotkaliśmy Smarkerusa…-urwał na widok wzroku zabijającego Bazyliszka w wersji stojącej naprzeciwko kobiety.
-Czy moglibyście przestać z Syriuszem go tak nazywać?!- krzyknęła podenerwowana- No dobrze, wiem, że za sobą nie przepadacie, ale czy nie mogliśmy przejść obok niego tak po prostu, bez żadnego Twojego wyskoku?!- złość się w niej wzbierała. Wiedziała, że nie powinna teraz się denerwować, ale jej głupi mężulek tak strasznie działał jej na nerwy.
-Lily czy Ty nic nie zauważasz?!- teraz to James już nie wytrzymał i podniósł głos- Przecież to oczywiste, że specjalnie kupił dom w tej okolicy! Znowu by Cię nachodził! A tak przynajmniej będzie mieć nauczkę!
Ruda spojrzała na chłopaka z politowaniem i spytała spokojnie, zmęczona kłótnią:
-I dlatego musiałeś rzucić w niego łajnobombami?
Chłopak niespodziewanie zaczął się śmiać i kiedy się opanował rzucił z szelmowskim uśmiechem:
-Musisz przyznać, że wyglądał niesamowicie jak zawsze oraz jego dotychczasowy zapach się nie zmienił.
Lily miała wielką ochotę się roześmiać, kąciki jej ust drgnęły i lekko uniosły się ku górze, ale nie chcąc dać mu satysfakcji przygryzła wargę i odwróciła głowę. Westchnęła i obróciwszy się z powrotem w jego stronę przywołała znów poprzedni wyraz twarzy i odezwała się:
-Nie zmienia to faktu, że postąpiłeś źle, a mieliśmy już rozmowę odnośnie relacji Twoich i Severusa- popatrzyła na niego ostro.
-Rozmowę? Rozmową chcesz nazwać Twój podniesiony głos?- mruknął nieprzyjemnie i zaraz pożałował swojej decyzji- Kochanie przepraszam, nie miałem nic złego na myśli-zaczął do niej podchodzić z wyciągniętymi rękoma.
-Nie podchodź powiedziałam!- wykrzyczała po raz kolejny dzisiaj w jego kierunku- Podniesiony głos tak?- zaśmiała się- A kto mnie ciągle do niego zmusza?!
Kiedy zobaczyła jak chłopak znów próbuję podejść rozejrzała się wokoło w poszukiwaniu czegokolwiek. Kiedy nie znalazła poduszek chwyciła najbliższy niej przedmiot- mały, kolorowy wazonik.
-Ty chyba oszalałaś- James wycofał się ze zdziwioną miną,
-Witam szczęśliwą rodzinkę, na ulicy usłyszałem, że u Was jak zawsze kolorowo- do pokoju wszedł uśmiechnięty od uch do ucha nie kto inny jak Syriusz Black ze swoim znakomitym wyczuciem czasu. Kiedy mały wazonik roztrzaskał się na ścianie obok jego głowy zrobił chyba jeszcze bardziej zdziwioną minę niż jego przyjaciel.
Lily zrobiła otworzyła szeroko oczy.
-Och Syriuszu przepraszam, nie spodziewałam się- zaczęła się tłumaczyć speszona, ale po chwili spojrzała na niego spod zmrużonych powiek i warknęła- Ale należało Ci się!
Zdezorientowany młody Black zerknął na przyjaciela w poszukiwaniu pomocy, ale kiedy ten wzruszył ramionami odchrząknął i zwrócił się do byłej pani Evans:
-Hm nie wiem co ten mój nieszczęsny Rogaś Ci zrobił najdroższa, ale ciąża widać Ci służy- próbował rozładować napiętą atmosferę, a Lily tylko powoli pokręciła głową ze złością.
-Nie prowokuj mnie Black..- zdążyła rzucić zanim gwałtownie złapała się za brzuch. Reakcja mężczyzn była natychmiastowa. Doskoczyli do niej w chwili kiedy przytrzymała się szafki obok.
-Lily!- krzyknął wystraszony James- Co się dzieje?!
Łapa, który przytrzymywał kobietę z drugiej strony spytał z mieszaniną strachu i zdezorientowania:
-Czy ona rodzi?
-Jestem w czwartym miesiącu idioto!- Ruda odpowiedziała przez zaciśnięte zęby- Wszystko w porządku. Oj puśćcie mnie!
-Oszalałaś? Zabieramy Cię do św. Munga-  Rogacz próbował zachować spokój, ale tak naprawdę cały był zdenerwowany.
-Nigdzie nie idę!- szarpała się z nimi- To tylko mały skurcz, nic wielkiego.
Nie uspokoiło to dwóch mężczyzn, a kolejne skrzywienie się z bólu czarownicy umocniło ich w postanowieniu teleportowania się z nią do Szpitala.
Kiedy pół godziny później Potter siedział na krześle obok łóżka szpitalnego Lily, a Łapa zapewne podrywał jakąś panienkę w poczekalni, Ruda nadal zgrywała obrażoną. Złapał ją za rękę,  jednakże ta zręcznie ją wyrwała. Chciał się odezwać, ale w tym momencie do Sali wszedł Uzdrowiciel. Przywitał się jakby od niechcenia z małżeństwem, spojrzał uważnie na podkładkę z plikiem kartek, które trzymał w ręce i rzekł nieprzyjaznym tonem:
-To nic wielkiego, nie ma się czym martwić-po tych słowach James odetchnął z ulgą, a Uzdrowiciel kontynuował- Nie ma żadnych powikłań. Skurcz był spowodowany zdenerwowaniem. Czy miała pani w ostatnim czasie jakieś powody do złości?- tu zwrócił się do pani Potter. Mina morderczyni skierowana w stronę jej męża mówiła sama za siebie, więc Uzdrowiciel znów się odezwał:
-Rozumiem, ale proszę się oszczędzać i mniej denerwować-rzucił szybkie spojrzenie na James’a i kontynuował- Termin widzę ma pani wyznaczony na koniec Lipca. Zostanie pani jeszcze na w razie czego na noc w Szpitalu- widząc, że kobieta próbuje się wymigać dodał sucho:
-To dla dobra pani i pani dziecka, więc proszę nie wstawać. Słowa Uzdrowiciela podziałały i Ruda znów siedziała naburmuszona z rękoma skrzyżowanymi na piersiach patrząc w okno.
-Miłej nocy i życzę udanych Walentynek- ostatnie słowa powiedział najbardziej znudzonym tonem na jaki mógł się zdobyć i bez słowa wyszedł. Nastała cisza, którą po chwili przerwał Rogacz.
-Powiesz coś?
-Co mam mówić?- burknęła nadal na niego nie patrząc.
-No wiesz.. dziś są Walentynki- rzucił jej znaczące spojrzenie i próbował pocałować, jednakże ona za wszelką cenę wyrywała się z jego objęć.
-Oj zostaw mnie! Nie lubię tego święta- spojrzała na niego zła. James zmarkotniał.
-Kiedyś lubiłaś..
-Tak James, kiedyś lubiłam- posłała mu spojrzenie, w którym można było dostrzec smutek- Bo cieszyłam się, że mogę spędzić je z osobą, którą kocham.
-Nadal możesz..- mężczyzna popatrzył na nią smutno, ale ona tylko pokręciła głową.
-Nie James, teraz bardziej mnie denerwujesz niż sprawiasz żebym się uśmiechała. Chciałabym być szczęśliwa z ojcem mojego dziecka- dotknęła swojego brzuszka i mówiła dalej- Ale ty coraz częściej powodujesz mój smutek- głos jej się załamał, więc odwróciła głowę z powrotem do okna. Potter chwilę patrzył na nią tęskno, a potem wstał i skierował się do drzwi. Kiedy już miał zamiar wyjść zerknął ostatni raz przez ramię na ukochaną i powiedział cicho do siebie:
-To się jeszcze zmieni.
Lily zmęczona całym dniem wpatrywała się w widoczny z okna Sali zachód słońca, a jej powieki zaczęły powoli opadać. Po kilku sekundach odpłynęła w Krainę Morfeusza. Miała koszmar. Ciemna noc i straszna zakapturzona postać sunąca powoli przez kolejne uliczki. Zatrzymała się u swojego celu. Dom, który łudząco przypominał…jej sam? Postać była coraz bliżej, po chwili znalazła się w ich domu. Zbliżała się do niej i do…dziecka? Widocznie już urodziła. Ta postać.. ona chciała ich skrzywdzić. Wtedy podbiegł James, coś spadło. Huk i odgłos walki. Płacz dziecka i ona. Bezradna uciekała z niemowlęciem. Kiedy zamykała drzwi pokoju zdążyła ujrzeć martwe ciało. James. Jej James się poświęcił. Poświęcił się dla niej i dla ich dziecka. Zaczęła krzyczeć. To nie mogła być prawda, to kłamstwo, nie! Obudziła się zlana potem i rozejrzała się szybko wokoło. Odetchnęła z ulgą i oparła się o poduszkę przymykając oczy. Powoli się uspokajała, to sen, tylko sen. To nie była prawda, ona jest tu, cała i zdrowa, jej dziecko ma się dobrze, a James.. James! Kobieta śmiertelnie się przestraszyła. Co z James’em?! Ostatni raz widziała go kiedy dała mu do zrozumienia, że ma go dosyć. Czy coś mu się stało? Z nerwów nie usłyszała kiedy drzwi Sali otworzyły się, a kształt pewnej postaci podszedł do niej i delikatnie dotknął jej ramienia. Podskoczyła ze strachu.
-James? To ty?- spytała niepewnie.
-Nie inaczej księżniczko- szepnął jej do ucha i delikatnie pocałował. Reakcja kobiety zdziwiła go niezmiernie bowiem Ruda rzuciła się by go uściskać.
-James tak się bałam, że cos ci się stało, proszę nie odchodź więcej- chlipała w koszulkę byłego Gryfona, na którego twarz po chwili wypłynął szeroki uśmiech.
-Spokojnie, jestem tu- wyszeptał w jej włosy- Co się stało? Przecież niecałe dwie godziny temu miałaś ochotę mnie zabić- roześmiał się, a pani Potter zaczęła mu wyjaśniać.
-Miałam okropny koszmar, byłeś tam ty, nasze dziecko i ja i nagle jakaś postać- znów się rozpłakała- ona tam była…i ja.. i ty.. i ta postać zrobiła..i.. Och James!- wybuchnęła głośnym płaczem. Chłopak mocniej ją przytulił i się roześmiał.
-Nie zrozumiałem z tego kompletnie nic wiesz?- cofnął trochę głowę żeby móc na nią spojrzeć i starł z jej z policzka łzy- do twarzy Ci we wszystkim, ale ja jednak wolę żebyś nie płakała. Spojrzała na niego smutno i kolejne łzy wypłynęły z jej zielonych oczu.
-Chodź, mam dla Ciebie niespodziankę- znów wyszeptał jej do ucha i chwyciwszy jej dłonie wstał pomagając jej w tym samym.
-Gdzie idziemy?- spytała wyraźnie zaintrygowana patrząc mu w oczy kiedy prowadził ją przez Salę do drzwi.
-Kiedy powiem to nie będzie już niespodzianka, czyż nie?- mrugnął do niej i uśmiechnął się tajemniczo- a ta randka ma być niezapomniana. Ruda wywróciła oczami, ale uśmiech nie schodził z jej twarzy.
Kiedy znaleźli się na korytarzu Lily zaczęła się śmiać i nie mogąc tego opanować powiedziała cicho rozglądając się przy okazji czy czasem ktoś z Uzdrowicieli nie idzie:
-James, a jak ktoś nas zobaczy? Słyszałeś tego gbura, miałam leżeć, a on wyglądał mi na osobę, która bardzo nie lubi kiedy się nie wykonuje jego poleceń.
Rogacz nagle obrócił się w jej stronę i złożył na jej ustach długi pocałunek. Kiedy się od niej oderwał przyjrzał jej się.
-A nawet gdyby nas zobaczył to co?- spojrzał w jej oczy zadziornie- Gdzie podziała się ta Lily, która w Hogwarcie pod osłoną nocy i peleryny niewidki wymykała się ze mną na długie spacery po błoniach co?
Na jej usta wypłynął wielki i szczery uśmiech jakby na samo wspomnienie.
-Jak za dawnych lat- z przyjemnością oddała pocałunek i dodała groźnie, ale z radością w oczach- Ale jak nas złapią to wersja jest taka, że mnie zmusiłeś. Ten wywrócił oczami i pociągnął roześmianą dziewczynę dalej. Kiedy zaczęły się schody zwolnili trochę, a on pomógł jej wejść na górę. Lilian była coraz bardziej podekscytowana.
-Oj no powiedz mi wreszcie! Czy my idziemy na dach? Dlaczego na dach? Co tam będzie?- ciemnowłosego pytaniami, ale ten tylko kręcił głową z dezaprobatą.
-Ale jesteś niecierpliwa.. powiem tylko tyle, że to będzie najwspanialsza randka na którą Cię zabiorę. Poczekaj- zasłonił jej oczy otworzył drzwi prowadzące na dach. Kiedy stwierdził, że może już zobaczyć wziął dłonie odsłaniając tym samym oczy żonie, której dech zaparł w piersiach kiedy zobaczyła ową niespodziankę. Szpital św. Munga był budynkiem wysokim przez co w nocy widok rozświetlonego Londynu wyglądał przepięknie. Na środku dachu rozłożony był koc ze stertą poduszek, a do tego kosz pełen jedzenia. Wokół całości ułożone były małe świeczuszki oraz pełno czerwonych płatków róż.
-Łał.. James to wszystko dla mnie?- spytała oszołomiona.
-Tylko i wyłącznie- odpowiedział z uśmiechem po czym ofiarował jej ramię i rzekł- a więc chodźmy. Chwyciła się go i razem podeszli do legowiska jak to można było nazwać. Chłopak pomógł jej usiąść, a wtedy przysiadł obok niej.
-I co o tym sądzisz?-spytał przyglądając jej się uważnie. Odgarnęła włosy i odpowiedziała:
-Cóż.. no wiesz.. jest…- zaczęła nie mogąc się wysłowić.
-Kiczowato-dokończyli razem. Spojrzeli na siebie i wybuchnęli głośnym śmiechem.
-Wiedziałem- mruknął James nadal się śmiejąc i odrzucając jakąś poduszkę w kształcie serca w bok- To nie moje klimaty i wiem, że Twoje też.
-To po co ten cały chłam?- zaśmiała się i wzięła do ust kawałek pieczywa.
-Nie wiem, tak jakoś zrodził się w mojej genialnej głowie ten uroczy plan- rzucił jej pewne siebie spojrzenie i przybliżył się tak, aby mogła się o niego oprzeć.
-Genialnej?
-Zabawne- mruknął obrażony, ale skradł jej całusa w głowę.
Przez resztę wieczoru, a raczej przez noc aż do świtu długo rozmawiali, żartowali i wygłupiali się. Tej nocy poczuli się jak kiedyś w czasach szkolnych kiedy ich wspólna podróż dopiero się zaczynała. Teraz w ciągłym przeżywaniu jej na nowo pomimo wzlotów i upadków wiedzą, że zawsze mogą na siebie liczyć. Lilian, która ostatnimi czasy szczerze w to zwątpiła po tym specjalnym koszmarze uświadomiła sobie, że koniec końców nie zawsze będzie u nich kolorowo, ale jest pewna, że osoba siedząca obok potrafiła by zrobić dla niej wszystko. Jest trochę na siebie zła, że musiała to sobie uświadomić akurat przez taką straszną wizję, ale wie, że już w to więcej nie zwątpi.
-James?- spytała patrząc przed siebie, a kiedy mruknął w odpowiedzi, że słucha wzięła głęboki oddech i dokończyła- Przepraszam, że byłam dziś taka.. no sam wiesz..
-Nerwowa, wkurzona, zła, z chęcią mordu? Nie szkodzi, przyzwyczaiłem się- odpowiedział specjalnie, a pani Potter zaśmiała się i uderzyła go w ramię.
-Żartowałem przecież- zawtórował jej i się roześmiał.
-James?- spytała znowu i nie czekając na odpowiedź chłopaka powiedziała- Wiesz, że ja nie uważam, że będziesz złym ojcem dla naszego dziecka. Wręcz przeciwnie.
-Wiem- objął ją mocniej, a kobieta już bardziej spokojna odprężyła się i z przyjemnością w niego wtuliła. Kiedy tak leżeli spokojnie Lily poderwała się ze strachem.
-Co się stało? Coś z dzieckiem?!- spytał przerażony, a panna Potter tylko pokręciła głową.
-Nie tylko.. dotarło do mnie, że ja nie mam nic dla Ciebie na Walentynki.
Były Gryfon odetchnął z ulgą i głaszcząc żonę po plecach powiedział:
-Ale Ty dałaś mi już najwspanialszy prezent pod Słońcem- uśmiechnął się i położył rękę na jej lekko zaokrąglonym brzuchu. Ruda zarumieniła się i odwróciła w jego stronę. Kiedy ujął jej twarz w dłonie wyszeptała:
-Wesołych Walentynek James.
-Wesołych Walentynek Lily- również wyszeptał kiedy ich usta złączyły się w pocałunku.

 ********
 Wiem, że nie jest to para, o której prowadzę tego bloga, jednakże postanowiłam się z Wami tym podzielić ;)
Pozdrawiam,
Lily

poniedziałek, 10 lutego 2014

Niespodzianka

  UWAGA SPROSTOWANIE! Kiedy pisałam ten rozdział to coś mi się pomylilo i napisałam o śmierci Snape'a. Miał żyć więc bardzo przepraszam :( Dlatego prosze nie zdziwcie się kiedy w nastepnych rozdziałach pojawi się postać Severusa :)  
Wreszcie pierwszy rozdział :D Wiem, dosyć długo mi to zajęło i przepraszam jeśli ktoś czekał. Tak jak planowałam dodałam również spojrzenia na akcję ze strony Hermiony i Draco, ale nadal prowadzone w 3 osobie. Cóż jeśli chodzi o fabułę to część mi nie przypadła do gustu, ale jestem ciekawa co sądzicie o całości :)
To zapraszam do czytania! :)
 
  ********

    Hermiona z cichym pyknięciem pojawiła się przed domem na spokojnym osiedlu na przedmieściach Londynu. Rozejrzała się wokoło zaklinając siebie, że jako jedna z mądrzejszych czarownic powinna pamiętać, aby uważać z teleportacją w okolicy mugoli. Całe szczęście nikogo nie zauważyła, gdyż wszyscy zapewne byli w pracach i szkołach. Podeszła pod furtkę swojego domu i otwierając je skierowała się pod drzwi. Kiedy już znalazła się w domu na palcach przeszła przez korytarz i już miała zamiar wbiec na schody kiedy usłyszała cichy głos:
-Hermiona?- zobaczyła jak jej matka podchodzi do niej i kładzie rękę na ramieniu. Jean Granger była niską kobietą o ciepłym uśmiechu, długich brązowych włosach spiętych w kucyk i czekoladowych oczach, które z pewnością Miona miała po niej.
-Jak rozprawa? Jaki wyrok? Co się działo?- zaczęła się dopytywać rodzicielka na co jej córka wywróciła oczami.
-Wszystko dobrze, uniewinnienie- odpowiedziała zastanawiając się nad czymś i marszcząc czoło.
-Hm to chyba dobrze prawda? Tego chcieliście?- pani Granger spojrzała na córkę uważnie. Gryfonka odezwała się nadal zamyślona- Tak, tak- a po chwili dodała bardziej przytomnie- Wiesz, Harry prosił. Mówił, że należy mu się łagodny wyrok, że "przecież koniec końców Malfoy pokazał się z tej dobrej strony"-zacytowała przyjaciela dziewczyna. Matka chwilę pomyślała, a potem spojrzała na córkę badawczym wzrokiem i znów spytała:
-A Tobie kochanie to odpowiadało tak? Czy zrobiłaś to tylko ze względu na Hary'ego? - Hermiona chwilę zastanowiła się nad tym pytaniem, a potem bez wahania rzekła:
-W sumie to Harry ma trochę racji, jednak Malfoy opamiętał się pod koniec, pomógł i wyjawił trochę nazwisk- po chwili dodała- Ale jak dla mnie i tak Ślizgoni zawsze pozostaną Ślizgonami i Harry dobrze o tym wie. Nie zmienią się, w tym musimy przyznać też rację Ronowi- wysiliła się na uśmiech. Jean westchnęła:
-Miejmy nadzieję, że jednak po tych wszystkich wydarzeniach każdy coś zrozumiał i między Grydindorem, a Slydedinem nastanie zgoda. Hermiona parsknęła śmiechem i spojrzała na rodzicielkę z politowaniem:
-Mamo myślałam, że przez te 7 lat mojego życia wśród magii i czarodziejów zapamiętasz, że te domy nazywają się Gryffindor i Slytherin- i dodała- zwłaszcza, że do pierwszego należy Twoja jedyna córka. Kobieta zaśmiała się i już weselszym tonem powiedziała:
-Te wszystkie nazwy jakieś dziwne są, nie moja wina, że nie mogę tego zapamiętać. Zmieniając temat, zrobiłam kawę, może się napijesz? Gryfonka jęknęła i odezwała się przepraszająco:
-Jestem trochę zmęczona, miałam zamiar się położyć, wiesz, to przez tych dementorów- skrzywiła się- może innym razem? Pani Granger trochę zmarkotniała, ale uśmiechnęła się
-Nie ma sprawy, masz rację powinnaś odpocząć, te demony..- odpowiedziała poważnym tonem, a Hermiona znów się zaśmiała
-Dementorzy! Mamo, proszę Cię..- weszła na schody spojrzawszy uprzednio rozbawionym wzrokiem na matkę, która tylko zawtórowała śmiechem córce. Gryfonka pokręciła głową i przebiegła resztę schodów. Skierowała się w lewo i otworzyła pierwsze drzwi wchodząc do swojego pokoju. Mieścił się on na poddaszu i z wyglądu przypominał zwyczajny pokój. Błękitne ściany, duże łóżko ze stosem poduszek, mała kremowa toaletka, biurko i szafa. Skierowała swoje kroki do toaletki i siadając na krześle przy niej spojrzała na swoje odbicie. Bledsza niż zawsze twarz, brązowe, kręcone włosy opadające na ramiona, malinowe usta i mądre orzechowe oczy otoczone gęstymi rzęsami błądzące po odbiciu. Odetchnęła i pomyślała o mamie. O jej zawodzie kiedy jej jedyna córka nie chciała spędzić z nią trochę czasu na pogaduchach przy kawie. Poczuła teraz straszny wstyd szczególnie dlatego, że dopiero od niedawna może znów cieszyć się pełną rodziną.
    Od czasu zakończenia Bitwy Hermiona udała się z Harrym do Australii by odnaleźć rodziców i udało się to oczywiście dzięki pomocy i oparcia przyjaciela. Odwróciła zaklęcie modyfikujące pamięć i mogła wrócić do domu szczęśliwa u boku najbliższych. Ronald nie pojechał z nimi, stwierdził, że poszukiwanie to jest bezcelowe i nie ma sensu wyjeżdżać. Nie spodziewała się tego po nim, miała nadzieję, że okaże swoje zaangażowanie oraz udowodni, że "zrobiłby dla niej wszystko" jak to miał w zwyczaju zawsze mawiać. Rzadko co jednak okazywało się prawdą z tych wszystkich obietnic. Puste słowa- prychnęła. Od pewnego czasu Rudzielec strasznie irytował Gryfonkę.
    Jednakże czy on coś zauważał? Nie, zaprzeczałby wszystkiemu i twierdził, że ich związek jest w jak najlepszym porządku. Pomimo tego Ron zmienił się nie do poznania. Jasne, zawsze był sceptycznie nastawiony do stanu majątkowego swojej rodziny, ale od czasu ich głównego zaangażowania w pokonanie Lorda Voldemorta sprawiło, że sława kompletnie uderzyła mu do tego rudego łba i stał się wielkim materialistą. Szczególnie wykorzystywał Harry'ego i to, że jest przyjacielem Wybrańca. Panoszył się teraz wszędzie z wysoko uniesioną głową i uśmieszkiem mówiącym "To ja, ten, który uratował Was od cierpienia". Chwalił się każdemu  kogo spotka, że ma karierę aurora w kieszeni, a tak naprawdę to Harry zasłużył na to bardziej od niego. W końcu kto miał największą rolę w zwalczeniu sił ciemności? W każdym razie Hermiona miała go już dosyć, ale jej wrażliwe usposobienie nie pozwalało na wbiciu do głowy Ronaldowi, że chętnie dałaby im chwilę na odpoczynek od siebie. Jakby tego było mało, Weasley był zupełnie przeciwny zeznawaniu na rozprawie na korzyść Malfoya. Malfoy. Czy aby na pewno dobrze zrobiła mówiąc to wszystko w Ministerstwie? Czy tego chciała? A może powinien tam zgnić-przeszło Hermionie przez myśl-To wszystko co mi zrobił, co zrobił wszystkim. Jednak... działał pod naciskiem rodziny, nie można go za to winić. Przez pewną chwilę Hermionie zrobiło się żal chłopaka, wychowywany w rodzinie, która oczekiwała od niego najlepszych stopni, najlepszych manier, szanowania tradycji, przywiązywania wagi do czystości krwi... Ona by nie chciała takiego życia, w ciągłym stresie. Po chwili skarciła się, że współczuje osobie tak zepsutej i postanowiła wyrzucić to z pamięci. Położyła się na łóżku jednakże od razu usłyszała ciche pukanie w szybę i spojrzawszy w tamtą stronę ujrzała Errola- starego puchacza Weasley'ów, który o dziwo, jeszcze się trzymał. Wstała i wpuściła sowę do środka. Odwiązała z jego nóżki zwitek pergaminu i dała mu trochę wody z miseczki Krzywołapa. Przez parę sekund zamarła mając nadzieję, że to nie Ron nachalnie przysyłający listy, ale odetchnęła z ulgą rozpoznając pochyłe pismo siostry Rudzielca- swojej przyjaciółki Ginny:

Miona,
Coś się stało? Nie poczekałaś na nas po rozprawie, a byliśmy wszyscy umówieni. Nareszcie koniec z tym wszystkim, miałam już dosyć tych ciągłych wezwań do Ministerstwa z powodu kolejnego świadka czy skazanego..
Ron jak pewnie się domyślasz był wściekły z powody wyroku. Mówi, że go zawiodłaś, kretyn..
Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy przed wyjazdem? Pomyśleliśmy z Harrym, że wybierzemy się wszyscy w czwórkę na Pokątną jutro w południe, co Ty na to?
Wyślij proszę jak najszybciej odpowiedź Errolem tylko uważaj, mam wrażenie, że długo już nie pociągnie.
Całuję,
Ginny

     Hermiona uśmiechnęła się pod nosem czytając list od przyjaciółki. Chętnie się wybierze na Pokątną zwłaszcza, że jeszcze nie miała potrzebnych rzeczy. Mile zaskoczyło ją wtrącenie o Harrym, gdyż oznacza to pewnie, że im się układa, To dobrze, zawsze  im tego życzyła. Nie zdziwiła jej natomiast wiadomość o zachowaniu jej brata. Nie przejęła się tym zbytnio i w znacznie lepszym humorze chwyciła najbliższy skrawek pergaminu i naskrobała:

Kochana Ginny,
Ze mną wszystko w porządku, byłam trochę zmęczona, ale już wszystko dobrze. Wybacz, ale zupełnie zapomniałam o naszym spotkaniu, jednakże z przyjemnością wybiorę się na Pokątkną. Ronem się nie martwię, szczerze to nie za bardzo interesuję mnie jego zdanie. Pozdrów Harry'ego i do zobaczenia.
Całuję,
Miona

     Czytając uprzednio napisaną odpowiedź, przywiązała pergamin do nóżki zdychającego ze zmęczenia puchacza i wypuściła go za okno. Pod ciężarem listu słaba sowa na chwilę opadła, ale po chwili dumnie uniosła się w górę jakby chcąc pokazać, że jest godny zadań jakimi są dostarczanie przekazywanych mu listów i pofrunął przed siebie. Hermiona patrzyła jeszcze chwilę za oddalającym się kształtem i zamknęła okno. Przeszła do położonej obok pokoju łazienki, wzięła szybki prysznic i w ubraniach wśliznęła się pod ciepłą kołdrę. Skulona po paru sekundach udała się do krainy Morfeusza.
     Kiedy obudziła się stwierdziła, iż dawno zrobiło się jasno i powinna była już wstać. Po wykonaniu prostych porannych czynności zbiegła po schodach do kuchni i wbiegając do kuchni minęła mamę, zaczytaną w jakieś mugolskie czasopisma kobiece. Nie podnosząc wzroku znad gazety, mruknęła tylko coś co przypominało powitanie i powróciła do wykonywanej czynności. Hermiona pokręciła tylko z uśmiechem głową i otwierając lodówkę sięgnęła po kartonik soku pomarańczowego. Pijąc obserwowała uważnie swoją mamę, która nadal zainteresowana jakimś artykułem nie trafiała łyżką w usta. Kiedy zobaczyła wzrok swojej córki zaniosła się głośnym śmiechem i chwyciła najbliższy ręcznik aby wytrzeć usta z mleka.
-Mamo ja naprawdę mam coraz częściej wrażenie, że chyba jestem z nas dwóch dojrzalsza- pozwoliła sobie na ironię odkładając karton z sokiem i patrząc z rozbawieniem na matkę- A tak właściwie to gdzie tata?- zaciekawiła się, a pani Granger zaczęła tłumaczyć:
-Musiał wcześniej wyjść d gabinetu, jakiś pacjent nagle przełożył termin spotkania na wcześniejszą godzinę- wywróciła oczami, a po tym jakby doznała nagłego olśnienia- Wychodzisz gdzieś?
-Tak, zapomniałam Ci powiedzieć, Ginny napisała. Wybieramy się na Pokątną, muszę kupić parę potrzebnych rzeczy
-Może wybiorę się z Tobą?- spytała jakby od niechcenia, a Hermiona odpowiedziała z przekąsem:
-Jasne, już widzę tą scenę kiedy pytasz jakąś czarownice lub czarodzieja o drogę do najbliższej stacji metra. Jean zastanowiła się chwilę po czym przyznała córce rację.
-Kochanie nie mam samochodu, więc nie będę mogła Cię zawieść- dodała po chwili, ale Miona już wiedziała czym się dostanie na Pokątną.
-Będę tam przez proszek Fiuu- rzekła jakby to była najnormalniejsza rzecz w świecie, a jej mama tylko skrzywiła się na wspomnienie znienawidzonego przez nią magicznego środka transportu.
    Gryfonka spojrzała na zegarek, chwyciła torbę i pocałowała na pożegnanie mamę w policzek zanim przeszła z kuchni do salonu. Wyczarowała nieduży pojemnik z ciemnym popiołem i chwyciła garść w rękę. Wchodząc do kominka rzuciła ów popiół i wyraźnie wypowiedziała:
-Na Pokątną!- i zniknęła w zielonych płomieniach.
     Swobodnym krokiem wyszła z kominka w czarodziejskim barze Dziurawy Kocioł. Było to bowiem przejście na ulicę Pokątną. Otrzepała lekko przysypane popiołem spodnie i okrywając się ciaśniej bluzą przeszła między zapełnionymi stolikami. Po lewej stronie dwie czarownice zawzięcie o czymś dyskutowały, a na przeciwko nich kilka goblinów popijało w spokoju Ognistą Whisky. Kiedy przechodziła między niektórymi stolikami parę czarownic i czarodziejów spojrzało na nią jakby nie będąc pewnym czy to właśnie TA Hermiona Granger. Braman, który właśnie czyścił szklankę skinął jej głową, a ona uczyniła to samo. Dziwnie się czuła kiedy była wszędzie rozpoznawana, jakoś nie potrafiła się do tego przyzwyczaić. Kiedy znalazła się przed przejściem na Pokątną wyciągnęła różdżkę. Stuknęła w odpowiednie cegły, które porozsuwały się tworząc otwór. Właśnie przestąpiła próg kiedy coś się na nią rzuciło. Nie zdążyła zareagować, więc w wyniku oboje upadli. Miona otworzyła oczy i ujrzała roześmianą, piegowatą twarz i burzę długich, rudych włosów.
-Ginny!-wykrzyczała ze strachu brązowowłosa, ale po chwili uśmiechnęła się szeroko i wyściskała przyjaciółkę
-Miona no wreszcie!- Ruda wywróciła oczami widocznie zniecierpliwiona czekaniem
-Wybacz- odpowiedziała nadal uśmiechnięta, a po chwili dodała- Długo czekacie?- Ginny udała zamysloną, a po chwili odpowiedziała:
-Niee, tylko.. godzinę..- spojrzała na starszą Gryfonkę z wyrzutem, a ta się zmieszała
-Nie wiedziałam, że tak późno wyszłam..
-Oj żartuję- uśmiechnęła się i pociągnęła dziewczynę- Harry i Ron czekają. Na ostatnie imię Hermiona skrzywiła się i stanęła czym przyciągnęła zdziwiony wzrok Rudej.
-Co jest? - zmarszczyła czoło, a po chwili pstryknęła palcami doznając olśnienia- Jeszcze się nie pogodziliście?
-Ron nawet nie wie, że jestem na niego zła- wywróciła oczami- myśli, że jesteśmy w chyba najszczęśliwszym związku pod słońcem
-A kiedy mu powiesz?- spytała Ruda nadal ciągnąc ją do przodu.
-Powiem o czym?- Miona była zbita z tropu, a Ginny tylko pokręciła głową- No, że nie chcesz już z nim być. Po tych słowach brązowowłosa stanęła niespodziewanie co skutkowało, iż wpadła na nią Ruda.
-Ale.. Jak Ty..- jąkała się i spojrzała na nią podejrzliwie- Skąd wiesz?
-Przyjaźnimy się, to jest oczywiste- odrzekła z szeroko otwartymi oczami i dodała- A poza tym to widać. Starsza Gryfona stwierdziła ponuro:
-Szkoda, że wszyscy to widzą z wyjątkiem Rona- spojrzała na przyjaciółkę, która myślała nad czymś gorączkowo.
-Powiesz mu dzisiaj- powiedziała krótko Ruda i znów pociągnęła zdezorientowaną pannę Granger, która po sekundzie odzyskała mowę:
-Co? Nie!- pokręciła głową przestraszona.
-Hermiono, dajże spokój. Nie lepiej skończyć to od razu, a nie męczyć się bezpodstawnie?- Starszą Gryfonkę zdziwiła postawa Ginny, ale stanowczo zaprzeczyła:
-Nie chcę mu robić przykrości.
-Zawsze musisz być taka szlachetna?- Ginny wywróciła oczami- Zatem chcesz to ciągnąć w nieskończoność?
-Tak.. Nie! Nie chcę, mam dość. Nie można darzyć kogoś uczuciem na siłę. Na to trzeba zasłużyć i to pielęgnować..- załamała głos.
-Zrobisz jak uważasz Hermiono- rzekła Ruda i dodała z uśmiechem- Zaakceptuję każdą Twoją decyzję.
-Wiem i Ci za to dziękuję- odwzajemniła uśmiech i zacisnęła mocniej rękę, w której spoczywała ręka przyjaciółki.
-Chyba widzę chłopaków- Ginny wskazała głową dwójkę znajomych postaci stojących obok Banku Gringotta, do których powoli dochodziły. Ciemnowłosy chłopak w okularach od razu rozpromienił się na ich widok.
-Miona!- zawołał i wyściskał przyjaciółkę, która nie była mu dłużna. Dziewczyna za wszelką cenę nie chciała spojrzeć w stronę drugiego chłopaka choć wiedziała, że konfrontacja jej nie minie. Zebrała się na swój najbardziej obojętny ton i zaczęła:
-Witaj Ronald- Rudzielca to nie zniechęciło i niezrażony wesoło zawołał:
-Tak się stęskniłem kochanie!- skrzywiła się. Nie przepadała za takimi zdrobnieniami.
-Przecież wczoraj się widzieliśmy..- powiedziała chłodno. Harry rzucił Ginny pytające spojrzenie, a ona tylko wzruszyła ramionami. Ron otwierał już usta by coś powiedzieć, ale Heriona szybko spytała:
-Może już gdzieś pójdziemy?
-Jestem za- odparł Harry. Tak więc w krótkim czasie obeszli prawie wszystkie sklepy, które mieli w zamiarach odwiedzić. W Esach i Floresach zakupili potrzebne podręczniki, zajrzeli do centrum handlowego Eeylopa, a w przerwie między zakupami usiedli przy jednym ze stolików przy lodziarni Floriana Fortescue rozkoszując się wybornymi smakami. Hermiona pod wpływem błagania chłopaków i Ginny zgodziła sie również wstąpić na chwilę do sklepu z wyposażeniem do Quidditcha. Oczywiście ona stała z boku kiedy jej przyjaciele stali z nosami przyklejonymi do witryny sklepu z najnowszymi modelami mioteł i tym podobnym rzeczom. Kiedy już nacieszyli swoje oczy poszli dalej podziwiając różne wystawy sklepowe. Dziewczyny nagle zatrzymały się pod sklepem Madame Malkin oznajmiając, że chętnie wstąpią tam na chwilę by się rozejrzeć. Oni natomiast mruknęli coś o czekaniu wieczność i odeszli w przeciwnym kierunku. Spojrzały po sobie i uśmiechając się od ucha do ucha weszły do środka. O nowych klientach poinformował dzwonek na górze drzwi. Szybkim krokiem weszły głębiej nie czekając na Madame Malkin, która z pewnością zasypałaby dziewczęta stosem różnorakich sukni i szat. Wołały rozejrzeć się same. Od razu swoje kroki skierowały w stronę działu z sukienkami chcąc obejrzeć nowości. Ginny w parę chwil porwała kilka z nich i już zniknęła w przebieralni. Hermiona natomiast błądziła między wieszakami przyglądając się powoli każdemu kolorowi, fasonowi czy kroju.
-Mionka?- zawołana odwróciła głowę i spojrzała na Rudą szczerzącą do niej zęby i prezentującą ognistoczerwoną sukienkę przed kolana z falowanym dołem. Brązowowłosa otworzyła szeroko oczy, Ginny wyglądała przepięknie, a kolor sukienki idealnie pasował do koloru jej włosów.
-Wyglądasz cudownie- odezwała się cicho, ale z podziwem. Ruda okręciła się wokoło przed lustrem i przekrzywiła głowę.
-Tak myślisz?- spytała niepewnie.
-Jestem przekonana- odpowiedziała szczerze przyglądając się młodszej Gryfonce, która też na nia spojrzała.
-No dobrze, więc wezmę- uśmiechnęła się i weszła z powrotem do przebieralni. Hermiona jeszcze chwilę kręciła się po dziale, aż jej oczom ukazała się sukienka idealna. Granatowa z koronkami na dole i dekoltem w serce. Jej pofałdowany dodatkowo dół zdawał się lekko błyszczeć. Widoczne również było, iż obracając się może cudownie falować dając niesamowity efekt. Całość na manekinie prezentowała się perfekcyjnie. Stała przed nią chwilę i nie usłyszała kiedy podeszła do niej przyjaciółka.
-I jak? Wybrałaś już co...-urwała na widok manekina z ową sukienką- Łał ona jest.. idealna. Wprost stworzona do ciebie!- oznajmiła poważnie. Miona nie była jednak przekonana.
-Czy ja wiem? Może już chodźmy, Harry i Ron pewnie się niecierpliwią, a...
-Nigdzie nie pójdziemy póki jej nie przymierzysz!- przerwała jej Ruda zabierając delikatnie sukienkę i pchając przyjaciółkę w stronę przebieralni. Kiedy po chwili wyszła z niej dziewczyna Ginny uśmiechnęła się szeroko i nic nie mówiąc podeszła do dziewczyny i zaprowadziła ją przed lustro oparte o ścianę mieszczącą się na przeciwko przebieralni. Hermiona otworzyła lekko usta ze zdziwienia. Sukienka rzeczywiście wyglądała jakby została skrojona wprost dla niej. Idealnie ukazywała jej kształty, a dekolt w sam raz opinał się na biuście. Zdecydowała się zrobić obrót i zobaczyła w odbiciu jak materiał ślicznie błyszczy.
-Hm..- mruknęła- no jest fajna, ale cena nie dla mnie Ginny.
-Pożyczę- zadeklarowała Ruda, ale Hermiona przecząco pokręciła głową.
-Nie będziesz mi pożyczać kupy galeonów bo znalazłam jakąś sukienkę. Nie Ginny- dodała widząc minę Rudej.
-Jak chcesz- burknęła dziewczyna i dopowiedziała- to jak, idziemy?
-Tak, jasne- i dodała szybko- Wiesz co, może idź już do chłopaków, a ja zaraz dołączę.
-Wszystko w porządku- Weasleyówna spojrzała na nią zdziwionym wzrokiem.
-Tak, tak- zaczerwieniła się- chcę tylko coś sprawdzić. Przyjaciółka spojrzała na nią podejrzliwie.
-No dobrze, będziemy czekać- rzekła i spojrzawszy uprzednio ostatni raz na nią, zapłaciła za sukienkę i wyszła. Hermiona od razu weszła do przebieralni i jeszcze raz ubrała granatową sukienkę. Wyszła i stanęła przed lustrem. Wykonała piruet i zachwycona efektami jakie robiła kreacja dała się ponieść czynności. Kiedy właśnie się okręcała zauważyła w lustrze jakąś postać i podskoczyła i z cichym piskiem. W odbiciu dostrzegła nie kogo innego jak Malfoya we własnej osobie opartego o ścianę przebieralni z rękami skrzyżowanymi na piersi i patrzącego na dziewczynę z rozbawieniem.
-Witaj Granger- zaczął swoim aksamitnym głosem.
-Malfoy..- odezwała się podejrzliwie odwracając się do niego przodem. Po chwili zmrużyła oczy i spytała:
-Jak długo tu stoisz?
-Wystarczająco długo by zobaczyć twoją fascynację tym skrawkiem szmatki- odpowiedział nadal głosem pełnym rozbawienia, a Gryfonka tylko spłonęła rumieńcem.
-Co ty tu robisz?- zadała kolejne pytanie teraz sama krzyżując ręce na piersi.
-Jakbyś nie zauważyła, o najmądrzejsza czarownico od czasu Roweny Ravenclaw- zaczął dogryzając jej- jest to sklep z ubraniami dla czarodziejów i być może przyszedłem tu zrobić zakupy- dokończył patrząc na nią triumfalnie.
-W dziale dla czarownic?- posłała mu ironiczny uśmieszek i widocznie poskutkowało, gdyż chłopak zmieszał się trochę kiedy wytknęła mu kłamstwo. Odchrząknął i znów się odezwał:
-No dobrze może nie przyszedłem tu zrobić zakupów, ale jestem tu bo mam do ciebie sprawę Granger.
-A mianowicie?- spytała zbita z tropu.
-No więc dzięki za to co powiedziałaś w Ministerstwie- odparł krótko.
-I to wszystko?-zdziwiła się, iż pofatygował się, żeby tylko to powiedzieć. Znała również Malfoya na tyle długo by wiedzieć, że może kryć się tym jakiś haczyk.
-Nie wszystko. Chciałem żebyś wiedziała, że nic nie jestem tobie winny.
-Co proszę?- myślała, że się przesłyszała- nic od ciebie nie chcę Malfoy!- poczuła jak złość się w niej wzbiera. Ślizgon nic sobie z tego nie zrobił i kontynuował:
-I dobrze, chciałem postawić sprawę jasno żebyś nie myślała, że mam u ciebie jakiś dług.
Teraz nie wytrzymała i podniosła głos:
-Dług?!- prychnęła- jak już mówiłam nic od ciebie nie chcę choć powinieneś być wdzięczny, że dzięki nam twój parszywy Ślizgoński tyłek nie grzeje miejsca w Azkabanie!
-Słuchaj no Granger- warknął wyprowadzony z równowagi- ty także powinnaś być wdzięczna, że koniec końców wam pomogłem i twoja szlamowata osoba wytrzymała do końca Wojny.
Gryfonka zaśmiała się ironicznie:
-Doprawdy zabawne Malfoy. Masz rację- sprzeciwiłeś się ciemnej stronie, ale w momencie kiedy widziałeś, że nie ma ona szans na wygranie i chciałeś być na lepszej pozycji. Bardzo szlachetnie- wycedziła.
-No proszę, nigdy nie pomyślałbym, że taką kujonicę stać na tak mocne słowa- zadrwił czując gniew po jej słowach.
-Ja nie sądziłam, że można być aż tak zepsutą osobą- warknęła zaciskając mocniej pace na różdżce, którą mimowolnie wyciągnęła. Chłopak zaśmiał się i spojrzał na Gryfonkę z politowaniem:
-Naprawdę Granger? Czyżbyś aż tak bardzo się mnie obawiała?- czując niemałą satysfakcję kontynuował- No tak, nie ma w pobliżu reszty Złotej Trójki, która przybędzie ci na pomoc.
-Sama potrafię o siebie zadbać- warknęła, a on tylko uniósł brwi
-Nie wątpię- zironizował i spojrzał na różdżkę dziewczyny- I co, może masz zamiar rzucić na mnie jakieś zaklęcie?- prychnął, a Hermiona zaczerwieniła się ze złości.
-Jeśli będę musiała- uniosła wysoko głowę.
-Cóż Granger..-usłyszała jego cichy głos i nagle spostrzegła, że nie ma go w miejscu gdzie poprzednio stał- czyżby taka mądra czarownica zapomniała, że ja również posiadam różdżkę?
Zamarła czując na karku oddech Ślizgona i jego różdżkę przyłożoną do jej boku. Przeklęła w myślach swoją nieuwagę. Profesor Moody z pewnością nie byłby zachwycony moją nieuwagą w obliczu zagrożenia- pomyślała karcąc się. Chłopak znów się odezwał:
-Tym razem masz szczęście, ale następnym razem nie będę tak pobłażliwy- oderwał z boku dziewczyny różdżkę i wycofał się do wyjścia uśmiechając się lekko pod nosem zadowolony ze swej Ślizgońskiej przebiegliwości. Kiedy wyszedł za drzwi Gryfonka odetchnęła z ulgą. Przebrała się szybko w swoje ciuchy i pospiesznie wyszła chcąc znaleźć się w pobliżu przyjaciół.
-Wszystko w porządku?- spytał Harry kiedy stanęła koło nich na zewnątrz.
-Tak, czemu pytasz?- zdziwiła się dziewczyna, ale nie musiała długo czekać na odpowiedź, gdy od razu odezwał się Ron.
-Widzieliśmy jak od Madame Malkin wychodził Malfoy, ta szumowina coś od ciebie chciała?- zdenerwował się.
-Co? Nie- zaprzeczyła- Malfoy tam był? Nawet go nie widziałam- skłamała gładko nie patrząc na niego. Chyba uwierzył bo wzruszył ramionami, ale Ruda przyglądała jej się podejrzliwie. Miona zaczerwieniła się i zaproponowała piwo kremowe w Dziurawym Kotle. Reszta popołudnia oprócz kilku sprzeczek Miony z Ronem minęła im dobrze. Brązowowłosa wróciła do domu zadowolona ze spotkania z przyjaciółmi zapominając o konfrontacji z Malfoyem.
   1 września jak to było w jej zwyczaju, Hermiona wstała zdecydowanie zbyt późno.Wspólnie z rodzicami biegała po różnych częściach domu przekrzykując się nawzajem i szukając wszystkich rzeczy gotowych do zapakowania do samochodu. Dziwnym trafem Gryfonka zapodziała gdzieś podręcznik do zaklęć, a kochany Krzywołap wybrał znakomitą porę na polowanie. Domykała ostatnimi zaklęciami wypchany kufer zaklinając pod nosem tę rudą kupę futra.
-Hermiono!- dobiegł ją zniecierpliwiony głos ojca stojącego w drzwiach wejściowych- Ile jeszcze mamy czekać?
-Jeszcze chwilkę!- odkrzyknęła, a po chwili powiedziała do siebie- Krzywołap, gdzie ty jesteś do cholery.. Nie miała innego wyboru jak zejść na dół. Zerknęła ostatni raz na swój pokój rozglądając się czy, aby przypadkiem czegoś nie zostawiła oraz z chęcią ujrzenia zaginionego kota. Westchnęła i z prędkością światłą zbiegła na dół mijając w drzwiach Paula Grangera i z ponurym wyrazem twarzy wsiadła do samochodu.
-Córciu Krzywołap się nie znalazł?- spytała zatroskana matka dziewczyny odwracając się do córki z fotela pasażera.
-Niestety- mruknęła przybita nastolatka.
-A może wyślemy ci go sowią pocztą kiedy się znajdzie?- zaproponowała spokojnie kobieta, a Hermiona spojrzała na matkę z szokiem. Czasami niewiedza rodziców o pewnych rzeczach ze świata czarodziei ją niepokoiła.
-Mamo?- spytała oburzona- Czy ty go chcesz... w paczce wysłać?!- pokręciła głową nadal zszokowana, a jej matka się roześmiała przez co otrzymała od swej córki kolejne karcące spojrzenia. Kiedy jej tata wsiadł do samochodu i wyjeżdżał z podjazdu, dziewczyna była w jeszcze bardziej podłym nastroju- jak ma spędzić cały rok szkolny bez ukochanego futrzaka?! W tym właśnie momencie coś rudego i puchatego stanęło im na drodze uniemożliwiając im przejazd.
-Psik! Psik!- pan Granger wychylił się przez okno i próbował odgonić kota.
-Tato to Krzywołap!- wykrzyknęła uradowana Miona.
-Ah- mruknął ojciec patrząc na zegarek- ale jak się nie pośpieszymy to możesz zapomnieć o złapaniu pociągu. Hermiona wybiegła z samochodu i porwała w ramiona zadowolonego z siebie kocura. Kiedy dojechali na stację mieli jeszcze 2 min do odjazdu. Kiedy we trójkę przeszli przez przez magiczne przejście na peron 9 i 3/4 omal się nie przewrócili. Państwo Granger ucałowali córkę, która w ostatnim momencie wskoczyła do pociągu. Pomachała rodzicom na pożegnanie, a po chwili przedzierała się przez kolejne przedziały w poszukiwaniu przyjaciół


   -Zachowuj się należycie i żebyśmy się nie musieli za ciebie wstydzić- Lucjusz Malfoy przemawiał do swojego syna czekając na godzinę odjazdu Expresu Londyn-Hogwart- pamiętaj, pomimo wszystkich wydarzeń nasze nazwisko nadal jest bardzo szanowane dlatego oczekujemy od ciebie godnego zachowania. Zrozumiałeś?
-Oczywiście- mruknął niegrzecznie Draco. Jak on tego nienawidził. Nawet teraz ojciec naciskał na niego jak tylko mógł. Łudził się czasem, że po wszystkim co przeszli mógłby przestać wypominać mu każdy błąd i co drugie zdanie wspominać o rodzie, nazwisku i o wszystkich rzeczach, które przez lata zdążył znienawidzić. Pomimo tego jego ojca nie interesowało nic innego. Czy pojawił się choćby na rozprawie, która decydowała czy jego jedyny syn trafi na resztę życia do Azkabanu? Nie. Znając swojego ojca gdyby Draco trafił do Azkabanu, jego ojciec wyparłby się go przy wszystkich. Dlaczego on tam nie gnije? Kontakty zapewne. Brzydził się jego zachowaniem, to on do wszystkiego go zmuszał. Gdyby nie matka już dawno by coś z nim zrobił.. W tym momencie Narcyza się odezwała:
-Baw się dobrze synku, korzystaj to twój ostatni rok- uśmiechnęła się blado. Kiedy nastał czas pożegnania Draco przytulił krótko matkę i nie spoglądając na ojca odszedł w kierunku pociągu. Kiedy znalazł się w środku westchnął z ulgą i ruszył do przodu w poszukiwaniu przedziału Ślizgonów. Nagle na kogoś wpadł i ujrzał przed sobą burzę brązowych loków.
-Granger aż tak bardzo mnie wielbisz, że wszędzie gdzie jestem musisz być ty?- spytał z przekąsem.
-Jakbyś zapomniał, to ty wczoraj przyszedłeś do mnie- warknęła w odpowiedzi Hermiona patrząc wrogo na Ślizgona na co ten wzruszył ramionami i już chciał odejść w swoim kierunku kiedy Gryfonka zawołała:
-Może byś przeprosił? Przez chwilę wydawało mu się, że się przesłyszał i spojrzał w jej kierunku. Stała z groźną miną i w bojowym nastroju.
-Słucham? Ja?
-To ty na mnie wpadłeś- rzekła spokojnym tonem patrząc na niego wyczekująco.
-Nawet gdyby, Malfoyowie nigdy nie przepraszają- wrednie się uśmiechnął z uciechą patrząc na denerwującą się dziewczynę.
-Zawsze musisz być taki...-zabrakło słów brązowowłosej.
-Jaki?- wywrócił oczami.
-..taki denerwujący!- podniosła głos.
-A ty taka uparta?- odpowiedział pytaniem na pytanie, a ta posłała mu rozbawiony uśmiech
-Jestem Gryfonką, my zawsze dążymy do celu.
-To dąż sobie dalej, ale ja nie zamierzam cię przepraszać- rzekł krótko i omijając dziewczynę odszedł w swoim kierunku. Kiedy był trochę dalej usłyszał jeszcze:
-Dupek..
-Słyszałem!-zdążył krzyknąć za nim zniknął z jej pola widzenia.
    Nie zdążył nacieszyć się spokojem gdyż usłyszał znajomy stukot obcasów i po chwili podbiegła do niego pewna brunetka
-Oh Dracuś!- zapiszczała i pocałowała go.
-Astorio ile razy mam ci mówić żebyś się tak nie darła- mruknął próbując ją ominąć, ale ta znów zagrodziła mu drogę
-Skarbie jak ty ślicznie się złościsz- znów idiotycznie zapiszczała i odeszła mrugając do niego oraz niosąc za sobą stukot obcasów. Była to bowiem Astoria Grengrass. Jego dziewczyna. W każdym razie jeszcze- uśmiechnął się łobuzersko i ruszył w kierunku Blaise'a i Pansy, których właśnie zauważył. Kiedy się do nich przysiadł Zabini odezwał się pierwszy:
-Na Merlina, Smoku co to miało być? Nie zdążył odpowiedzieć kiedy Pansy dodała:
-Wytłumacz mi proszę dlaczego ty nadal chodzisz z tą dziwką na obcasach?- podniosła brwi pytająco, a Draco po dłuższym zastanowieniu dopowiedział na pytanie przyjaciółki:
-W sumie.. nie wiem. Chyba pora na zerwanie- rzucił krótko wzruszając ramionami. Wszyscy troje wybuchnęli głośnym śmiechem przez co przywołali na siebie zdziwione spojrzenia pozostałych siedzących wokół nich osób. Przez resztę drogi rozmawiali i śmiali się jak za starych, dobrych czasów.

  
-Słyszałem!- Hermionę dobiegł głos blondyna i pokręciła głową ze złością. Po chwili odnalazła przedział przyjaciół i witając się z nimi usiadła obok Ginny.
-Coś cię zatrzymało?- Harry zdziwił się późnym przyjściem przyjaciółki.
-Spotkałam Malfoya- odparła z przekąsem na co Ron zaraz się burzył:
-Malfoy? Czego chciał? Co ci mówił? Niech no go spotkam...
-Sama potrafię o siebie zadbać dobrze Ronaldzie?!- krzyknęła wyprowadzona z równowagi Hermiona. Ron otwierał już usta żeby coś powiedzieć, ale pod wpływem wzroku Harry'ego zrezygnował. Przez resztę drogi Miona starała się nie odzywać do Rona i zajęła się dwójką przyjaciół.
-Harry czy dostałeś może wiadomość od Syriusza?- spytała ciemnowłosego przyjaciela.
-Tak, napisał wczoraj wieczorem. Postanowił poszukać mieszkania- oznajmił i dodał z uśmiechem- Skoro jest wolnym człowiekiem nie będzie przecież spał w kartonach czy jaskiniach jak to robił dotychczas pod postacią psa.
-No tak- odwzajemniła uśmiech- Mam nadzieję, że zechce nas odwiedzić w roku szkolnym.
-Na pewno- zapewnił ją chłopak mierzwiąc przy okazji swoje kruczoczarne włosy- Zaręczył, że chętnie zrobi to w najbliższym wypadzie do Hogsmade. Hemriona klasnęła w ręce.
-To cudownie! Dawno go nie widziałam.
-Tak, ja też. Mam nadzieję, że sobie radzi- zmarszczył brwi.
-Z pewnością- podtrzymała go na duchu. Reszta drogi minęła im przyjemnie, na długiej rozmowie, żartach i tym podobnych rzeczach.
    Kiedy pociąg się zatrzymał w ostatnim momencie ubrała szkolną szatę przez co wysiadła jako jedna z ostatnich. Napotkała wzrok Hagrida- pół olbrzyma, gajowego w Hogwarcie. Stał ze swoją lampą wołając do pierwszaków by ustawili się przed nim. Mrugnął do Hermiony i zaczął prowadzić młodszych do łódek, które zgodnie z tradycją miały za zadanie przeprowadzić ich przez jezioro prosto do Zamku. Uwielbiała to i było jej szkoda, że przeżyła to tylko raz. Westchnęła i rozejrzała się poszukując powozu. Po wszystkich wydarzeniach jakie miały miejsce w Bitwie doskonale widziała testrale- czarne, chude, przypominające z wyglądu pegazy, magiczne stworzenia. Widzą je osoby, które ujrzały na własne oczy śmierć jakiejś osoby. Hermiona była przekonana, że pewnie widzą je już wszyscy uczniowie starszych klas, którzy uczestniczyli w Wojnie. Wyraźnie widziała jak podchodzą do nich przyglądając im się z zaciekawieniem. Weszła do pierwszego z brzegu powozu i wcale się nie rozczarowała kiedy ujrzała parę przyjaciół- Lunę Lovegood i Neville'a Longbottoma.
-Miona!- wykrzyczeli oboje i uściskali Gryfonkę, która nie była im dłużna.
-Co robiłaś przez wakacje?- spytał Neville kiedy usiadła naprzeciwko pary.
-W sumie nic szczególnego, ale lepiej opowiedzcie co u Was- uśmiechnęła się do chłopaka ciepło.
-Cóż..-zaczęła Luna i lekko się zarumieniła-co ja ci będę mówić, lepiej sama zobacz- powiedziała i wyciągnęła w jej stronę dłoń. Hermiona na początku nie rozumiała, ale od razu spostrzegła, że na palcu Krukonki lśni srebrny pierścionek z niebieskim oczkiem. Był przepiękny.
-Na Merlina! Zaręczyliście się?! Jak cudownie!- wykrzyczała uradowana dziewczyna i uściskała ich mocno. Neville również się zarumienił i chwycił Lunę za rękę.
-Pomyślałem, że po co czekać skoro wiem z kim chcę spędzić resztę życia- spojrzał z czułością na blondynkę, a Hermiona spojrzała na nich z szerokim uśmiechem. Cieszyła się ich szczęściem. Kiedy powóz ruszył Luna opowiadała Mionie o tym jak Neville się jej oświadczył. Byli wtedy na wspólnym wyjeździe za granicą i z powodu ich wspólnego zainteresowania zimniejszymi rejonami właśnie w takim byli. Neville chcąc być romantyczny wstał wcześniej i wyszedł na taras z bukietem kwiatów. Uklęknął i czekał aż Luna wejdzie do niego. Nie przemyślał jednak, że Krukonka lubi dłużej pospać tak więc kiedy wyszła zastała trzęsącego się Gryfona z zamarzniętymi kwiatami nie mogącym się ruszyć. Nie zdołał wydusić z siebie słowa i dopiero po kilku godzinach kiedy był już wysuszony i rozgrzany poprosił dziewczynę o rękę. Neville trochę się zmieszał na wzmiankę o nieudanym planie, ale i tak w jego oczach można było dostrzec dumę.

    Wielka Sala powoli wypełniała się uczniami. Hermiona usiadła na swoim zwykłym miejscu naprzeciwko Harry'ego i Ginny. Rozejrzała się wokoło przyglądając się przyjaciołom, którzy powrócili do Hogwratu, aby kontynuować rok i ujrzała wiele znajomych twarzy. Mimowolnie przykuła wzrok w stół Ślizgonów i napotkała spojrzenie blondyna. Posłał jej jeden ze swoich ironicznych uśmieszków. Spojrzała na niego gniewnie spod zmrużonych powiek i odwróciła wzrok prychając cicho. Niech sobie nie myśli kretyn, że może jeszcze go obserwuję- mówiła w myślach skupiając się na jednym punkcie- uważa, że cały świat kręci się wokół niego, grubo się myli...Nie chciał przeprosić? Po co mi jego beznadziejne przeprosiny? Ugh..
-Hermiono?..-jej monolog przerwał głos Rona- wszystko w porządku? Spojrzała w jego stronę. Przyjaciele patrzyli na nią zdziwieni i zauważyła, że tak mocno zacisnęła dłonie w pięści, że aż jej pobielały. Rozluźniła uścisk i uśmiechnęła się niewinnie.
-Wszystko w jak najlepszym porządku. To tylko zmęczenie- odchrząknęła.
Nie mieli okazji dalej wypytywać Miony gdyż wszystkie oczy zwróciły się w stronę drzwi Wielkiej Sali przez które właśnie przechodziła profesor Mcgonagall wraz z nowymi uczniami. Po śmierci Profesora Dumbledore'a stanowisko dyrektora, a raczej dyrektorki objęła właśnie ona, nadal ucząca Transmutacji natomiast Profesor Snape zrzekł się posady dyrektora zajmując swoją dotychczasową pracę nauczyciela eliksirów. Ceremonia Przydziału minęła bardzo szybko i każdy z domów powiększył się o kilkoro pierwszaków. Teraz każdy wpatrywał się w dyrektorkę, która stała za mównicą. Kiedy wszystkie głosy ucichły czarownica odezwała się:
   -Witam was drodzy uczniowie na kolejnym obiecującym roku w Hogwarcie!-zaczęła rozglądając się po Wielkiej Sali- Niezmiernie się cieszę widząc nowe twarze jak i te stare. Po Sali przeszedł chichot. Profesor McGonagall zawsze o surowym wyrazie twarzy drgnęły lekko kąciki ust, ale nie chcą by to zauważono kontynuowała dalej:
-Zanim powiemy o sprawach organizacyjnych chciałabym jeszcze nawiązać do wydarzeń, które miały tu miejsce przed kilkoma miesiącami. Tym razem nastała cisza, każdy chciał usłyszeć co Profesorka powie.
-Każdy tutaj zgromadzony wie co się wydarzyło, wielu samo brało w tym udział- ciągnęła. Hermiona rozejrzała się, każdy, dosłownie każdy wpatrywał się w nauczycielkę. Niektórzy byli przygnębieni, u innych nie dało się wyczytać wyrazu twarzy. Z powrotem odwróciła się w stronę stołu nauczycielskiego. McGonagall westchnęła:
-Pomimo zwycięstwa odnieśliśmy straty. I nie mówię tu o odbudowywaniu Zamku. Straciliśmy coś o wiele ważniejszego. Rodzina, przyjaciele. Tyle znanych nam osób walczyło do końca, poświęcili się by nam pomóc. By żyło nam się lepiej- zawiesiła głos parząc smutno na uczniów. Z niektórych stron słychać było ciche pochipywanie. Hermionie mimowolnie łzy napłynęły do oczu. Przypomnieli jej się Remus, Tonks, Fred, Moody i wszyscy inni, którzy zdecydowali się bronić Zamku i wszystkich przed całym złem, które powoli się rozpowszechniało. Po chwili starsza czarownica kontynuowała:
-Oni wiedzą. Wiedzą, że jesteśmy im wdzięczni za okazaną pomoc- w oczach dyrektorki zalśniły łzy choć nie znikał z jej twarzy surowy wyraz- Ale wszyscy przyczyniliśmy się do zwycięstwa. Razem.
Rozległy się oklaski. Każdy bardzo przeżywał ostatnie miesiące. Wielu jeszcze nie pogodziło się ze wszystkimi wydarzeniami, które nastąpiły. Dyrektorka znów zabrała głos.
-To chciałam wam przekazać odnośnie naszych strat. W planach mamy budowę czegoś upamięjatniącego wszystkich zmarłych i mamy nadzieję, iż godnie to odda im cześć. Dobrze, przejdźmy więc do spraw organizacyjnych. Młodszym uczniom chcę oznajmić, iż wchodzenie do Zakazanego Lasu jest surowo zabronione i karane szlabanem i odebraniem punktów. Nie znaczy to jednak, że wchodzenie tam przez starsze roczniki będzie tolerowane- dodała surowo i spojrzała znacząco na poniektóre osoby. Harry uśmiechnął się pod nosem.
-Lista przedmiotów zakazanych znajduję się na drzwiach gabinetu Pana Filcha została zwiększona o pięć nowych- słowa czarownicy spotkały się z pomrukami niektórych osób.
-Dalej z tą mową, jestem głodny..-mruknął cicho Neville patrząc smętnie na puste talerze i półmiski. Nauczycielka jakby czytając w myślach Gryfona odezwała się:
-I ostatnia wiadomość, która z pewnością was zaciekawi..-zaczęła tajemniczo. Na to zdanie wiele głów podniosło się z znteresowaniem.
-Po tym co się ostatnio wydarzyło postanowiliśmy zorganizować coś co oderwie was od złych wspomnień. Hermionę również zaintrygowała mowa dyrektorki. Przyjrzała jej się w chwili kiedy kończyła zdanie.
-.. drodzy uczniowie, postanowiliśmy wzbogacić ten rok szkolny kolejnym Turniejem Trójmagicznym!

********

Mam nadzieję, że nie jest tak źle jak myślałam:O Byłabym bardzo, bardzo wdzięczna gdybyście zostawili komentarz z nawet jednym słowem, które pomogłoby mi w stwierdzeniu jak piszę.
Buziaki,
Lily

niedziela, 19 stycznia 2014

Prolog

  A więc prolog! Pewnego dnia wpadł mi do głowy pomysł i chwytając pierwsze lepsze kartki przelałam go na papier. Potem doszły przeróbki i oto jest :) Mam nadzieję, że się spodoba i bardzo liczę na komentarze, ponieważ chcę znać wasza opinię. Miłego czytania:) 

          ********

Pusta poczekalnia. Ciemne ściany. Ławka na przeciwko wielkich, mahoniowych drzwi. Ministerswo Magii. I ona. Hermiona Granger-nastoletnia czarownica. Uczennica Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Uczestniczka II Bitwy o Hogwart. Jedna z osób, które przyczyniły się do zwycięstwa. Zwycięstwa nad Lordem Voldemortem. Gryfonka powracająca do odbudowanego Hogwartu. Obecnie czekająca na swoją kolej w rozprawie dotyczącej skazania byłego śmierciożercy. Możliwe, że to od niej zależał jego los. Ba, to było pewne, gdyż jako ostatnia wywoływana była na świadka więc jej decyzja będzie ostatnim głosem o uniewinnienie lub uznaniu winy. Denerwowała strasznie. Jeszcze nigdy nie decydowała nad losem człowieka. Minuty wlokły się niemiłosiernie i z każdą sekundą czuła jakby siedziała tu już wieczność. Kiedy drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem wstrzymała oddech. Niski staruszek w ciemnej todze spojrzał na nią i rzucił krótko:
-Pani kolej.
Westchnęła i poczuła jak żołądek podchodzi jej do gardła. Podniosła się i drżącym krokiem ruszyła za mężczyzną. Kiedy weszła na salę nogi miała jak z waty. Krocząc na swoje miejsce zauważyła przyjaciół. Uśmiechali się blado dodając jej otuchy. Przeniosła swój wzrok na drugi koniec sali i zobaczyła go. Stał przykuty łańcuchami i pilnowany przez dwójkę mężczyzn. Wzrok miał opuszczony, a kosmyki blond włosów opadały mu na czoło. Oddychał płytko trzęsąc się i słabo trzymając na nogach. Draco Malfoy-były śmierciożerca, były wróg, obecny więzień Azkabanu. Odwróciłą głowę i stanęła w miejscu które wskazał jej staruszek. Podniosła głowę i stała twarzą zwróconą ku kilkudziesięciu osób. Sędzia siedzący po środku przemówił:
-Imiona i nazwisko?
-H-hermiona Jean G-granger-z trudem wyjąkała dziewczyna.
-Wiek?
-17 lat
-Status krwi?-przyjrzał jej się znad okularów opuszczonych na nos.
-Mugolak- odpowiedziała śmielej i lekko zdenerwowana, że po tych wszystkich wydarzeniach pytają jeszcze o takie rzeczy.
-A więc panno Granger-kontynuował niewzruszenie sędzia- skąd zna pani oskarżonego?
-Ze szkoły, poznaliśmy się na pierwszym roku w Hogwarcie-odpowiedziała Gryfonka.
-Czy w czasach szkolnych oskarżony objawiał cechy osoby zdolnej do przestępstwa bądź służby u Czarnego Pana?
Hermiona przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią:
-Nie.. Dopiero w ostatnich latach nauki został zmuszony do pełnienia przestępstw.
-Czy przypomina sobie pani wydarzenia w Malfoy Manor?-przyjrzał jej się
-Tak..-odrzekła lekko łamiącym się głosem na bolesne wspomnienia.
-Czy podczas torturowania pani zaklęciem Cruciatus przez Bellatrix Lestrange oskarżony był obecny? Czy miał na to wpływ i czy mógł temu zapobiec?-rzucił pytaniami, a dziewczyna nie wiedziała co odpowiedzieć. Niezauważalnie spojrzała na przyjaciół. Ron wydawał się zdziwiony, że jeszcze nie wsadziła Malfoya do Azkabanu na resztę życia, a Harry posłał jej spojrzenie dodające otuchy za co była przyjacielowi bardzo wdzięczna. Pomyślała chwilę i odpowiedziała zgodnie z prawdą:
-Był tam, mógł coś zrobić jednakże był do wszystkiego zmuszany pod groźbą śmierci jego rodziny. Sam mógł zginąć- wyrzuciła na jednym wdechu
-Tak jak i pani-zauważył sędzia. Nie mogła zaprzeczyć, ale przyszłą tu z postanowieniem bronienia Malfoya, a nie pogrążania go.
-Zgadza się, lecz zostałam uratowana przez przyjaciół, a Malfoy nie do końca nic nie robił. Nie wydał nas mówiąc, że nie poznaje Harry'ego Pottera- stanowczo odpowiedziała, a kątem oka spojrzała na Malfoya i mogłaby przysiąc, że przestał się trząść i ze zdziwieniem patrzy na dziewczynę.
Sędzia zmarszczył czoło
-Mam ostanie pytanie. Czy uważa pani oskarżonego za pełnienie usług Lordowi Voldemortow za w pełni świadome? Wszyscy wpatrywali się w Hermione z wyczekiwaniem. Znów kątem oka dostrzegła jak Malfoy wstrzymuję oddech. Przymknęła oczy i otworzyła je. Odezwała się stanowczo i zgodnie z prawdą:
-Nie, został do tego zmuszony.
Sędzia znów zabrał głos:
-Niniejszym uznaję Dracona Lucjusza Malfoya za niewinnego zarzucanych mu czynów i zwalniam z pobytu w Azkabanie. Rozbrzmiał dźwięk młotka. Już po wszystkim. Odetchnęła. Skierowała się w stronę wyjścia i w tym samym czasie jej wzrok napotkał wzrok blondyna. Jego spojrzenie było takie jak zawsze-zimne stalowoszare tęczówki. Ale dostrzegła w nich coś jeszcze. Smutek i wdzięczność. Opuścił wzrok kiedy pilnujący go mężczyźni rozkuwali jego kajdany. Hermiona szybkim krokiem podeszłą do drzwi. Pchnęła je oddychając z ulgą.

 ********

No to prolog mam za sobą, jeśli chodzi o pierwszy rozdział to jeszcze nie wiem kiedy go dodam. Na pewno udostępnię go na fp, na których jestem adminką:
-https://www.facebook.com/pages/Z-tym-charakterem-to-mo%C5%BCesz-by%C4%87-%C5%9Bmiercio%C5%BCerc%C4%85/406248262770010
-https://www.facebook.com/pages/Tylko-goblin-potrafi-rozpozna%C4%87-prawdziwy-miecz-Godryka-Gryffindora/542789489109010 
Pozdrawiam,
Lily

Na początek pare słów

Witam,

   Nazywam się Ola, podpisywać się będę Lily :). Blog oczywiście o tematyce Dramione. Szablon ze stronki http://land-of-grafic.blogspot.com/2013/08/508-510-always-dramione-love.html. Szablon nie byłby tu wstawiony gdyby nie pomoc mojej ukochanej Astorii, która również prowadzi bloga o tematyce Dramione *reklama* http://hermionariddle-story.blogspot.com/.
Astorio bardzo Ci dziękuję za pomoc w ustawieniu szablony, za to, że mnie wspierałaś i wspierasz nadal no i w ogóle za wszystko, jesteś wielka:*

   Wracając do mojego bloga dzieje się on po rozegraniu Bitwy o Hogwart. Wszyscy śmierciożercy zostali zabici lub wtrąceni do Azkabanu (w prologu przeczytacie o procesie Dracona Malfoya). Zamek został odbudowany, a chętni uczniowie, którzy przerwali naukę by brać udział we wspólnym pokonaniu Czarnego Pana mogą powrócić do Hogwartu i kontynuować naukę. Tak więc Złote Trio wraz z przyjaciółmi wracają na 7 rok. Dyrektorką Hogwartu zostaje Minerwa McGonagall, która nadal obejmuje stanowisko nauczycielki Transmutacji. W blogu pojawia się również Syriusz, gdyż nie zginął On w Ministerstwie. Dowiódł On swojej niewinności i jest wolnym człowiekiem z czystym kontem.
   Blog, rzecz jasna opowiada o stosunkach Hermiony i Dracona. Jakie stosunki przekonacie się czytając :) Oprócz nich w opowiadaniu pojawiają się Harry, Ron, Syriusz, Ginny, Blaise, Pansy oraz wiele innych postaci przewijających się więcej razy lub mniej razy.
   Myślę, że to wszystko co chciałabym opowiedzieć o tym blogu, reszty dowiecie się czytając go. Mam nadzieję, iż przypadnie on Wam do gustu. 
Serdecznie zapraszam na prolog, który już za chwilkę umieszczam :)

Pozdrawiam,
Lily